Eh. Naprawdę, takie duże EH. Mam dzisiaj taki dzień, że wszystkie myśli powoli zaczynają mnie wykańczać już psychicznie, pech chciał, że upodobałam sobie taką, a nie inną formę pisania.
Eh. Ostatnio męczą mnie wyrzuty sumienia. Boże, nienawidzę ich. Naprawdę, są okropne, czepiają się jak rzep psiego ogona i odpierdolić się nie chcą. A idź sobie, nie zapraszałam was! Jeszcze mi tylko ich brakuje...
Powiedzenie prawdy, w pierwszym przypadku, w ogóle nie wchodzi w grę. Nie przyznam się, że poszłam z byłym chłopakiem tańczyć, pić piwo i przytulać się, śpiewając "tak bardzo chcę dotknąć cię". Nie wspomnę o tym, że tą cudowną, granatową sukienkę kupiłam specjalnie po to, żeby mu trochę dopiec. Nie powiem też, że dobrze się bawiłam, znów tańcząc z nim, znów z nim gadając, śmiejąc się i pijąc piwo. Bo, cholera, strasznie człowieka lubię, mimo tego, co się stało. Nie żyję w przeszłości, więc wisi mi to, co było rok temu. Whatever.
Nie wezmę pod uwagę faktu, że kiedy o 1:20 w nocy odprowadzał mnie do domu trzymaliśmy się za ręce, a na koniec chciał mnie pocałować. To naprawdę nie istotne.
Druga sprawa ma zupełnie innych wymiar i w porównaniu z pierwszą nie znaczy prawie nic, a ja jednak mam wyrzuty sumienia i pewnie będę miała jeszcze przez jakiś czas, fuck yea. Mogłam iść na to spotkanie z Mikim, ale chuj jeden wie, dlaczego wykręciłam się pseudo remontem w pokoju. Z drugiej strony nie chciałam mamy zostawiać z moim rzeczami wywalonymi na środek jej pokoju, babcią, która zawsze widzi jakieś 'ale' jeśli chodzi o wyrzucanie starych rzeczy i psem z ADHD. Więc przeprosiłam, powiedziałam, że cholera, chciałam, ale nie dam rady. Szkoda mi go, bo poinformowałam go o tym, kiedy już kupił piwa (boże, W TYM SKLEPIE Z REGIONALNYMI!), a na dodatek przyjechał z tego swojego zadupia kochanego do miasta. Także, Miki, kuźwa, sorry.
Największa wyrzuty dopadły mnie, kiedy przed chwilą napisał, że bardzo mu zależało. Chuj wie, dlaczego. No dlaczego, Miki? Na mnie, nie, nie powinno Ci. Znajdź lepszą partię, ta już jest lekko uszkodzona i nadwyrężona. Wadliwy towar, wiesz? Nawet bardzo...
piszesz, że wadliwy towar, ale nie wspomnisz, że zajęty... chyba swego obecnego związku nie bierzesz na poważnie.
OdpowiedzUsuńBiorę. Ale nie wiem w ogóle czego on chce.
Usuń