niedziela, 13 maja 2012

Zmiana kierunku.

  Czuję dużą potrzebę pisania, tak długi tego nie robiłam, a świadomość tego, że gówno o mnie wiecie dużo mi daje. Nie, Jimmy, Ciebie nie wliczam.
  Wreszcie zebrałam się w sobie i sprzątnęłam w moich szufladach, co w moim przypadku jest powodem do dumy. Po przewaleniu tony niepotrzebnych kartek, papierków po batonikach (przecież do kosza nie będę specjalnie po to, żeby wyrzucić opakowanie po Grześku, nie?) i różnych innych rzeczy, których pojawienia się tam nie pamiętam (baterie, przypinka z Green Day, kapsle po piwie [to chyba wiem skąd] i kilka innych...) znalazłam coś, co mnie zaciekawiło.
 Niby nic, biała kopertka, ot tak włożona w śmieci, zaklejona taśmą klejącą, zaadresowana do B. Zdziwiło mnie to, och, za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć kiedy ja ostatnio pisałam do niej list i dlaczego, do cholery, leżał on w szufladzie, a nie w jej mieszkaniu. Odłożyłam go sobie na łóżko, wyrzuciłam niepotrzebne rzeczy i ciekawość wzięła nade mną górę.
  Rozerwałam papier i spojrzałam na datę. 4 kwietnia 2011 rok. Mój boże! Toż to ponad rok temu! A kilkanaście dni później przecież do niej pojechałam, spotkałam się z nią, spędziłam w jej dziwnym domu pięć dni... Siedząc wygodnie na łóżku zaczęłam czytać. Już dawno nic mnie tak nie zirytowałam.
  Czytanie  swoich własnych myśli z pewnego dystansu czasu - drażni, przynajmniej. Ilość idiotyzmów, jakie tam się znalazły przekroczyły granice mojej wytrzymałości. Pech chciał, że list pisałam w jednym z najgorszych okresów mojego życia, kiedy moje serce było zdeptane, spalone a proch wrzucono do żrącego kwasu. O boże, co drugie zdanie: 'T coś tam, tęsknie za T, chciałabym, żeby było jak trzy tygodnie temu', etc...
  Myślałam, że do końca już są wylewane wszystkie moje gorzkie żale i nie myliłam się aż tak bardzo. Aż nie doszłam do ostatniej strony (uwierzcie mi, trochę tego było). W gimnazjum (zdaje się, że to całe wieki temu! boże... 3 lata...) pisałam pracę "co kształtuje naszą osobowość". Chciałam być wtedy bardzo true i zbuntowałam więc naszpikowałam ją cytatami i przykładami ludzi takich jak Cobain, Way, Mrrison, Pświatowska, Schmitt i Rowling. W życiu nie napisałam tak długiej i osobistej pracy. Napisałam tam samą prawdę, wszystko to, co we mnie było, a było tak wiele różnych rzeczy, że nie jestem teraz tego w stanie objąć umysłem. I właśnie tej pracy fragmenty były w tym liście (zaraz pod zdaniem "on nigdy nie znajdzie takiej dziewczyny jak ja! _._). Czytając to, uświadomiłam sobie, jak momentami zdradziłam samą siebie, nie trzymając się żelaznej zasady "be yourself, don't take anyone's shit and never let them take you alive". Jak często nie byłam sobą, żeby móc być dostosować się do otoczenia, jak często słuchałam gówna, jakie wmawiali mi ludzie, jakże często, pozwalałam, aby mnie pożerano żywcem...
  Czas na zmianę kierunku, nawet nad tym nowym łóżkiem, kiedy już przestawiłam sobie meble, powiesiłam kartkę z tym cytatem. Czas wziąć się w garść. Czas wrócić do tego, co sobie człowiek postanowił mając 14 lat. Akurat to nie było takie do końca bez sensu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz