czwartek, 2 sierpnia 2012

stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie;

   Jestem dzisiaj psychicznie wrakiem. Boję się, wręcz jestem przerażona. A raczej byłam, trochę ponad godzinę temu zaczęło ze mnie wszystko powoli schodzić. Jednak nadal pozostał we mnie lęk. Nie ma guzków, torbieli, żadnych obcych i wrogich elementów. A jednak jest źle. Jednak boli, boli tak, że nie jestem w stanie się wyprostować, ba! Nawet ruszyć palcem u nogi nie mogę. Są za duże. Tak mi powiedzieli, są za duże. Jeden o jakie 13 milimetrów wykracza ponad normę, drugi 10 milimetrów. Są za duże. Czyli czekają mnie kolejne badania krwi, znów sprawdzanie poziomu hormonów. Znów kłucie, pewnie znów mi się zrobi sinika. 
   Przestraszyłam się dzisiaj. Bolało mnie, tak, jak jeszcze nigdy. Zgięło mnie w pół, poraziło całe ciało. Nie byłam w stanie opanować łez, które płynęły mi po policzkach. Czekałam na moment, w którym zaczną działać leki. Kiedy zaczęły, mogłam ruszyć jakąkolwiek częścią ciała. Boję się. Nie potrzebuję operacji, więc powinnam się cieszyć. Cóż, cieszę się. Bo nie ma guzków ani torbieli. Są za duże. Mimo wszystko. Są za duże. Czuję się niemile zdradzona przez własne ciało.
   
   4 dni. Cholera, nie mogę w to uwierzyć! Za cztery dni, które zapewne będą wydawać się dla mnie wiecznością wsiądę w cholerny autobus i Cię zobaczę. To takie nierealne, takie... Cholera, to jest moje marzenie. Śmiej się, może uznasz, że przesadzasz. Kotku, będziemy się widzieć dłużej niż pół minuty. Nie mogę w to uwierzyć. Już to pisałam: to będzie najpiękniejszy moment moich wakacji.

    (dodam jeszcze, że cudowną grafikę w tle zawdzięczam tej pani)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz