Zostanę sama. Iga jedzie do Łodzi. Niby nie będzie to daleko, ale będzie w Łodzi. Adrian jedzie do Łodzi. Tego nie przeżyję, bo wiem, że będzie raz na tysiąc lat w domu i wiem, że będzie miał mnie wtedy dość. A on jest przecież moim przyjacielem. Czuję, że o mnie zapomni. I to mnie kurwa boli. Pance i Mejki też będą w Łodzi. Łukasz też będzie w Łodzi, plus jest taki, że tylko co drugi weekend. Ale i tak będzie miał mało czasu. Nawet teraz go prawie nie ma. Jednak co jest dla mnie chyba najgorsze, to to, że Kinga będzie aż w Częstochowie. Czemu aż w Częstochowie? Nie możesz iść do Łodzi? Przecież ja do Ciebie będę miała tak daleko, ja nie chcę, ja... Ja... Przecież wiesz, że jesteś moją jedyną przyjaciółką. I ja... Naprawdę ja... Nie dam sobie rady...
Boli mnie to, że wszyscy gdzieś jadą, gdzieś daleko, będą mieszkali sami, będą samodzielni... A ja? Zostanę z mamusią i najbardziej na świecie wkurwiającym bratem jaki może być. Bo ja będę DOJEŻDŻAŁA na uczelnię do pierdolonego PIOTRKOWA. Jestem załamana. Jest mi głupio i już bym wolała w ogóle nie studiować i nie wiem, wyjechać do Niemiec i zapierdalać i odłożyć kasę i móc i faktycznie zacząć studia, chociażby w Łodzi. Żeby zacząć faktycznie DOROSŁE i SAMODZIELNE życie, a nie tak na pół gwizdka... Jak mnie ktoś pyta, gdzie idę na studia, to tak szczerze mówiąc, aż mi się odechciewa mówić, że gdziekolwiek idę. Co mam odpowiedzieć? "Wiesz, idę na filię uniwerku do Piotrkowa, bo mnie nie stać na normalne studia"?! Tak, to naprawdę SUPER brzmi. Dupa, tak właśnie to wygląda...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz