Układy z byłymi chłopakami zawsze są dziwne. Albo to ja (co jest równie prawdopodobne), nie potrafię sobie z tym w należyty sposób poradzić. Powoli zmieniam się w twór, (jest na to właściwie słowo, zaczyna się na sz kończy na mata), który chce całować (tak, żeby tylko) i jednego i drugiego, co jest z pierwszym awykonalne, a z drugim niezbyt zdrowe. Bo wiadomo, że z czegoś takiego nic nie wyjdzie, a ja jeszcze jako tako szanuję swoje zdrowie psychiczne, które mi pozostało i zwyczajnie staram się nie pakować w taką sytuację, w którą mogłoby mnie kusić całowanie się. Ale kusi, nawet jak nic nie robię, tylko siedzę z kolegami i jedną babcią (fuck yeah, babciu Kuby, jesteś teraz moim miszczem świata). Więc jak, do cholery, jak ja mam ogarnąć suty i nie rzucić się na nikogo?!?! No nie wiem. Zwłaszcza, że i jeden i drugi chce się przyjaźnić. Okej, drugiego jestem w stanie zrozumieć, Słonko, minęło dużo czasu. Co z tego, że nadal jest magnez między nami, że jeszcze trochę a to będzie dziwna znajomość, oparta na relacji mocno seksualnej bez krztyny miłości, uczucia, zauroczenia czegokolwiek. Ale pierwsze to ni chuja nie rozumiem. Niech mi ktoś wytłumaczy, bo może ja nie umiem się przestawić, ale da się od razu po zerwaniu być przyjaciółmi?! Best friend forever, kurwa jego mać?! Dziwnie mi i trochę ciężko. Nie wiem, nie potrafię.
I mam wyrzuty sumienia, kiedy przytulę się do drugiego, względem pierwszego, oczywiście mam wyrzuty sumienia, ale kiedy przytulam pierwszego to nie czuję się winna względem drugiego, dlatego jest drugim. Tak myślę... Dlatego cieszę się, że pojadę zaraz do Julka, chociaż na chwilę nie będę o tym myślałam. A potem tydzień z moją córką, z moim bratem chrzestnym, nie mam zamiaru wtedy w ogóle włączać telefonu, będę spacerować po Krakowie, robić zdjęcia, bo już nie pamiętam, jak się aparat trzyma w ręce. I jeszcze może trochę popalam się razem z Nadią, może trochę z Harvalien, ciesz się, że w końcu się spotkamy, po tylu latach. Może nie jest to przyjaźń razy milion, ale tyle lat... ACH!
I chciałabym kilka dni spędzi z moją żoną, albo z drugą żoną, ale z Olsztynem może być problem. Mam nadzieję, że mi się uda jednak to wszystko zaliczyć...
ja ci powiem tyle, obie siedzimy w gównie, obie czujemy się jak słowo zaczynające się na sz a kończące na mata i w ogóle wszystko jest SICK. nie rozumiem, nie rozumiem ani twojej sytuacji, ani swojej. dlatego najchętniej widziałabym cię u mnie w domu, przy kubku kawy. i żebyśmy mogły powiedzieć sobie 'pierdolić wszystko'. lkfdjfsdl
OdpowiedzUsuńJimmy, jedno słowo i jestem u Ciebie!!
Usuńto przyjeżdżaj, dam ci aby znać kiedy będzie u mnie po malowaniu pokoju.
UsuńOkej!!
OdpowiedzUsuń